7 lat w Polferries: Niskie płace, brak szacunku i trudna rzeczywistość załogi.
Cześć.
Przez 7 lat miałem okazję pracować na promach Polferries. Zaczynałem z wielkim entuzjazmem, z nadzieją, że to będzie stabilna praca, która pozwoli mi się rozwijać i zabezpieczyć przyszłość. Niestety, rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
Już od samego początku zarobki były niskie, ale tłumaczono nam, że firma przechodzi trudniejszy okres i lepsze czasy są tuż za rogiem. Każdy z nas żył tą nadzieją, ale rok po roku nic się nie zmieniało. Dostawaliśmy "podwyżki", które śmiesznie brzmiały - 30 euro na rok. To dosłownie parę euro miesięcznie, które nie robiły żadnej różnicy w naszym życiu.
Co gorsza, firma, która od lat tonie w długach, próbowała zawsze przekonywać załogę, że wszystko jest w porządku. Regularnie słyszeliśmy, że sytuacja się poprawia, że idzie ku lepszemu, a w rzeczywistości dalej staliśmy w miejscu.Firma jest zarejestrowana na Cyprze, co oznacza, że nie odprowadzają za nas żadnych składek emerytalnych ani ubezpieczeń, ale oczywiście były obiecywane ubezpieczenia. Mimo że teoretycznie pracujemy na polskich wodach, nie mamy żadnych zabezpieczeń na przyszłość.
Gdy rozmawiałem z pracownikami innych firm w branży morskiej, szokowało mnie, jak wielka jest przepaść. U konkurencji pracownicy zarabiają o wiele lepiej, mają pełne zabezpieczenia socjalne, składki emerytalne, a także realne możliwości awansu i rozwoju. W Polferries niestety wszyscy są tylko pionkami, których przyszłość nikogo nie interesowała i to na pewno się nie zmieni.
Praca w tej pseudo firmie to nie tylko kwestia niskich zarobków i braku jakichkolwiek zabezpieczeń socjalnych. Niestety, równie dotkliwy, jeśli nie gorszy, jest sposób, w jaki załoga jest traktowana zarówno przez przełożonych na statkach, jak i pracowników biura.
Przez 7 lat, które spędziłem na pokładach kilku statków, wielokrotnie byłem świadkiem tego, jak załogę traktuje się jak bydło. Mimo ciężkiej pracy, poświęceń i wielodniowych rejsów, często słyszeliśmy tylko pogardliwe komentarze i rozkazy, które były dalekie od jakiejkolwiek profesjonalnej komunikacji. Nikt nie traktował nas poważnie – byliśmy postrzegani jako tania siła robocza, a nie jako ludzie, którzy każdego dnia dają z siebie wszystko, by promy mogły bezpiecznie kursować.
Pracownicy biura również nie okazywali załodze szacunku. Każda próba podjęcia rozmowy o warunkach pracy czy wynagrodzeniach była zbywana. Odpowiedzi na pytania o jakiekolwiek zmiany czy poprawę sytuacji były oczywiście takie jak chcieliśmy usłyszeć, ale nigdy zmiany nie nadeszły. Zamiast wsparcia i zrozumienia, spotykaliśmy się z chłodnym dystansem i brakiem jakiejkolwiek empatii. Wyglądało to tak, jakby nasze problemy były niewidzialne, a my sami – nieistotni.
To smutne, ale prawdziwe – praca w Polferries była nie tylko wyczerpująca fizycznie, ale również psychicznie. Brak szacunku ze strony przełożonych i biura pozostawiał wrażenie, że jesteśmy tylko trybikami w wielkiej maszynie, które można łatwo wymienić. To wszystko sprawiało, że motywacja do pracy spadała z każdym rokiem, a poczucie niesprawiedliwości rosło.
To wciąż to nie tylko problem niskich zarobków i złego traktowania załogi, ale również brak jakiejkolwiek perspektywy dla kobiet, które decydują się na założenie rodziny. Niestety, kobiety w tej firmie stoją przed wyjątkowo trudną rzeczywistością – jeśli zajdą w ciążę, mogą liczyć jedynie na podstawowe wynagrodzenie (tzw. „basic”) przez trzy miesiące. Po tym okresie zostają dosłownie bez niczego.
W Polferries nie ma mowy o wsparciu dla młodych matek. Nie ma żadnych pełnych świadczeń macierzyńskich, które mogłyby pomóc kobietom przetrwać ten kluczowy okres w życiu. Po trzech miesiącach firma po prostu przestaje wypłacać jakiekolwiek pieniądze. Kobiety zostają same, bez ubezpieczenia, bez składek i bez zabezpieczenia na przyszłość. Taka polityka sprawia, że dla wielu z nich macierzyństwo wiąże się z ogromnym stresem finansowym, zamiast być czasem radości i spokoju.
To brutalna rzeczywistość, która pokazuje, jak bardzo firma nie dba o swoich pracowników, szczególnie o kobiety. W innych firmach morskich młode matki mogą liczyć na wsparcie, odpowiednie świadczenia i godne warunki. W Polferries, niestety, każda kobieta, która decyduje się na macierzyństwo, musi liczyć się z tym, że zostanie sama bez jakiejkolwiek pomocy.
Dziś, patrząc wstecz, mogę tylko powiedzieć, że ta firma nie daje żadnych perspektyw dla tych, którzy chcą łączyć pracę z życiem rodzinnym.
Sytuacja w Polferries z roku na rok staje się coraz bardziej desperacka, jeśli chodzi o zatrudnianie pracowników. Firma ma ogromne problemy ze znalezieniem chętnych do pracy, co niestety nie jest zaskakujące, biorąc pod uwagę warunki, jakie oferuje. Z powodu niskich zarobków, braku perspektyw na podwyżki i katastrofalnego traktowania załogi, coraz mniej Polaków jest zainteresowanych pracą w Polferries. W efekcie firma masowo zaczęła zatrudniać pracowników z Ukrainy.
Zatrudnianie Ukraińców stało się dla Polferries jedynym sposobem na zapełnienie luk kadrowych, ponieważ Polacy po prostu nie chcą już tam pracować. Ukraińscy pracownicy, często szukający jakiejkolwiek pracy, niestety przyjmują te warunki, które dla większości Polaków są nie do zaakceptowania. Jednak nawet wśród nich rośnie frustracja – wielu szybko orientuje się, że warunki są równie kiepskie, jak dla reszty załogi, a obiecane lepsze czasy nigdy nie nadejdą.
W efekcie, załogi są często niepełne, co dodatkowo zwiększa obciążenie dla tych, którzy zostali. Praca jest trudniejsza, obowiązków więcej, a wsparcie ze strony firmy – praktycznie zerowe. Ciągły brak ludzi do pracy odbija się na jakości usług, atmosferze na pokładzie i kondycji psychicznej załogi.
To smutny obraz firmy, która kiedyś mogła być solidnym miejscem zatrudnienia, a dziś ledwo utrzymuje swoją załogę, opierając się na pracownikach z zagranicy, bo Polacy zwyczajnie nie chcą już podejmować się pracy w takich warunkach.
Nawet gdy mamy wolne, telefony od firmy nie dają nam spokoju – niemal co chwilę dostajemy pytania, czy możemy wejść na jakiś statek, bo brakuje ludzi. To stało się normą – nikt nie jest w stanie w pełni odpocząć, bo zawsze istnieje szansa, że Polferries będzie desperacko szukać załogi na kolejne rejsy.
Co gorsza, firma zamiast skupić się na poprawie warunków pracy i zarządzania, angażuje się w nieudane inwestycje. Przykładem jest wyczarterowany statek, który od dwóch miesięcy stoi przy kei, niewykorzystany, bo nikt nie wie, co dalej z nim zrobić. To marnowanie zasobów, które mogłyby być przeznaczone na poprawę sytuacji załogi lub modernizację floty.
Do tego dochodzi zakup promu *Varsovia*, który miał być wielkim hitem, a okazał się kompletnym niewypałem wśród pasażerów. Opinie o nim są negatywne, a podróżujący coraz częściej wybierają konkurencję. Zamiast przyciągać klientów Varsovia stała się symbolem nietrafionych decyzji zarządu.
Braki ludzi, ciągłe telefony na wolnym, statki stojące bez celu i nietrafione inwestycje – to wszystko pokazuje, jak chaotycznie zarządzana jest firma, w której przyszłość dla załogi staje się coraz bardziej niepewna.
Po tych 7 latach pracy w Polferries mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć – nikomu nie życzę, żeby trafił do tej firmy. Warunki są fatalne, zarobki marne, a brak szacunku do załogi i ciągłe problemy organizacyjne sprawiają, że praca tam to jedynie walka o przetrwanie. Jeśli ktoś myśli o pracy na morzu, lepiej niech szuka lepszych opcji, bo Polferries to ślepa uliczka bez perspektyw na przyszłość.
Dajcie znać w komentarzach, co jeszcze chcielibyście wiedzieć. Chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami i pomogę wam uniknąć pracy w tej firmie!
Hej!
ReplyDeleteDzięki za ten tekst. Słyszałam z trzeciej ręki o takiej pracy - dwa tygodnie na morzu, dwa tygodnie dla siebie, Wydawało się to fajną opcją, więc zaczęłam się interesować, szukać w internecie.
Z opisu - z tego, co mówisz - w rzeczywistości wygląda to nieciekawie. A czy mogłabyś mi powiedzieć jak to wygląda na statku - jest w ogóle jakieś wolne? Czy jest się do dyspozycji 24h? Jak ze spaniem - upychają pracowników po kilku w kabinie, czy uznają, że jednak spędzając tam ciągiem 2 tygodnie i pracując, mają prawo do porządnego odpoczynku i odrobiny przestrzeni?